Muzyka od ludzi, którzy zachowali swoje prawa. Odtwarzana przez stację, która zachowała swoją niezależność.
Przykład.
W 1972 roku Bob Marley podpisał kontrakt z Island Records. Chris Blackwell, założyciel wytwórni, od razu zrozumiał, co ma przed sobą. Zrobił z Marleya światową gwiazdę. Później Blackwell sprzedał Island Records firmie PolyGram, która stała się Universal — dziś największym koncernem muzycznym na świecie. Od tamtej pory nagrania Marleya należą do Universal. Rodzina pozwała wytwórnię i przegrała.
Ale kompozycje — same utwory — nigdy nie należały do Universal. Blackwell od początku prowadził prawa wydawnicze Marleya przez własną firmę: Blue Mountain Music. Niezależnie. Oddzielnie od umowy z wytwórnią. Przez ponad czterdzieści lat. Gdy w końcu sprzedał je w 2018 roku, trafiły do Primary Wave. Również niezależnej.
Redemption Song. No Woman, No Cry. Wszystko, co napisał Marley — wolne od wielkich wytwórni. Nie dlatego, że to przypadek. Ale dlatego, że ktoś zdecydował, że niektórych rzeczy nie można sprzedać.